
Blog
Manila z Robertem Makłowiczem – odkryj Filipiny naprawdę

Manila: pełna historii i smaków. Dookoła stolicy z Robertem Makłowiczem (odcinek 2/5)
Manila o świcie ma dwa oblicza. Jedno jest czysto praktyczne: ruch, hałas, zapachy i rytm miasta, które nigdy do końca nie zasypia. Drugie – bardziej filipińskie – jest kulinarne: a to, co najważniejsze, dzieje się już o siódmej rano.
Ten wpis powstał na bazie drugiego odcinka serii „Świat od Qchni” z Robertem Makłowiczem, nakręconej na Filipinach w 2017 roku. W jednym wyjeździe zrealizowaliśmy pięć odcinków – a ten jest „dookoła stolicy”: od chrupiącego lechon o świcie, przez Mexico (Pampanga) i domowe adobo u najsłynniejszej gospodyni regionu, po Dampa, jeepneye i finał w miejscu, do którego nie wchodzi się „z ulicy”.
Czego dowiesz się z tego artykułu?
– jak smakuje Manila o świcie i czym jest filipińskie lechon
– dlaczego Pampanga uchodzi za kulinarne serce Filipin
– na czym polega tradycyjne adobo w wersji Kapampangan
– jakie znaczenie mają targi i lokalne składniki w kuchni Filipin
– czym są balut i bagoong w filipińskiej codzienności
– jak działa Dampa – kultowy targ rybny Manili
– dlaczego Manila to miasto kulinarnych i kulturowych kontrastów
👉 Poznaj 13 intrygujących faktów o Filipinach
Lechon o 7 rano – filipińska namiętność kulinarna
„Manila, siódma nad ranem” – brzmi jak tytuł filmu, ale to zwykły poranek. I właśnie wtedy Robert pokazuje coś, co na Filipinach jest niemal narodowym rytuałem: lechon, czyli pieczone, chrupiące prosię.
Lechon przygotowuje się prosto: prosiak, sól, rozpalony węgiel drzewny i rożen, który obraca się godzinami. Efekt? Skórka, która strzela pod zębami i mięso, które broni się samo – bez „show”, bez sosów, bez udawania.
👉 Lechon – pyszny prosiak w tradycyjnej filipińskiej roli
Mexico (Pampanga) – dom, w którym adobo ma 100 lat tradycji i… 100-letni wok
Potem wyjeżdżamy poza miasto do miejscowości Mexico (tak, przez X), około 1,5 godziny drogi od Manili. To nie żadne meksykańskie skojarzenia – to Pampanga i kuchnia, która ma swoja dumę i swoje tempo.
Tu mieszka i gotuje pani Lilian Borromeo – legenda filipińskiego gotowania, znana z kursów, także dla cudzoziemców. Robert rozmawia z nią po angielsku, a po chwili zaczyna się sedno: adobo w wersji Kapampangan, podobno najstarszej.
I tu pada jeden z moich ulubionych detali z tego odcinka: Lilian pokazuje swój stary, masywny wok i rzuca z uśmiechem, że jest dumna, bo „wszystko jest stare, a ona jest najmłodsza” – a wok ma „tylko” sto lat. Robert podsumowuje to po swojemu: jak coś jest porządnie zrobione, to działa przez dekady.
Backstage NAT: kursy gotowania dla grup incentive w Mexico
Ten fragment ma dla nas dodatkowy wymiar, bo u pani Lilian organizowaliśmy też kursy gotowania dla naszych grup incentive.
Schemat był prosty i genialny:
1. Lilian dawała listę zakupów.
2. Dzieliliśmy grupę na podzespoły, każdy dostawał opiekuna i budżet.
3. Każdy zespół robił zakupy na lokalnym targu.
4. Potem gotowanie różnych dań – i finał: wspólna kolacja oraz „konkurs” na najlepsze danie.
Zaskoczenie? Bardzo pozytywne. Ludzie potrafią gotować – i kiedy dostają lokalne składniki oraz dobrego przewodnika, nagle wychodzi z nich kreatywność, o której sami nie wiedzieli.
A kiedy przyjeżdżaliśmy z grupa, Mexico żyło tym dniem. Bywała orkiestra na powitanie, lokalne kapelusze dla uczestników, czasem nawet symboliczna obstawa – i atmosfera, która robi więcej niż jakikolwiek „event”.
Adobo: dwa octy, dwa mięsa i smak sprzed epoki lodówek
Adobo w tej wersji jest kwaśne, konkretne i „przedlodówkowe”. Robert podkreśla coś ważnego: w tym klimacie ocet był nie tylko smakiem – był konserwacją.
W kuchni Lilian wchodzi do garnka:
• dwa rodzaje octu (m.in. cukrowy z trzciny i palmowy),
• dwa rodzaje mięsa: wieprzowina i kurczak,
• czosnek, pieprz, cebula, ogień, cierpliwość.
Najpierw wieprzowina (bo potrzebuje czasu), potem kurczak. A potem etap, który robi różnice: odparowanie płynu, podsmażenie i karmelizacja – tak, aby potrawa nabrała mocy.
Robert dopowiada jeszcze ciekawostkę o etymologii: „adobo” pochodzi od hiszpańskiego „adobar” – marynować – ale sama potrawa jest starsza i lokalna.
Targ w Mexico: bagoong, pak choi, gorzki melon i tamarynd
Potem wracamy na targ – i tu Robert robi to, co potrafi najlepiej: pokazuje „pozornie zwykłe” stragany, ale wybiera z nich składniki, które mówią o kuchni więcej niż setka opisów.
W kadrze pojawiają się m.in.:
• bagoong (sos rybny z sfermentowanych ryb, jak anchois),
• pak choi,
• gorzki melon (ampalaya) – smaczny i charakterystyczny,
• lokalne odmiany bakłażanów,
• tamarynd – kwaśność i kolor zup (np. sinigang).
👉 Zobacz przepis na filipińską zupę sinigang
Balut: „perwersja” dla Europy, codzienność dla Filipin
Jest też scena z balutem – czyli kaczym jajem gotowanym z kilkunastodniowym zarodkiem. Robert nie idzie w tanią sensację. Mówi wprost: dla wielu w Europie to „perwersyjne”, ale w realiach Filipin to było jedno z najbardziej skoncentrowanych źródeł składników odżywczych.
To ważne, bo ten odcinek nie jest „o atrakcjach”. Jest o tym, jak jedzenie opowiada historię miejsca – czasem trudną, czasem niewygodną, ale prawdziwą.
Dampa: instytucja narodowa (i jeden z moich powrotów po latach)
Na koniec wracamy do Manili i trafiamy na Dampa – targ ryb i owoców morza, który działa jak mechanizm: klient wybiera produkt na straganie i zanosi do restauracji, gdzie jest przygotowywany na miejscu.
Robert bierze przegrzebki, krewetki, kraba i sprawdza sosy. Zwraca uwagę na prostą ekonomię tego miejsca: im więcej wybierzesz, tym taniej wychodzi przygotowanie – a przy dobrym wyborze masz świeżość, jakiej nie da się „wymyślić” w menu.
W styczniu 2026, podczas mojej inspekcji Filipin, wróciłem na Dampa po latach – i to było jedno z tych miejsc, które bronią się czasem. Nie przez instagramowość, tylko przez prawdę produktu.
Jeepneye i BGC: Manila jako puzzle
Ten odcinek dobrze pokazuje jeszcze jedno: Manila nie jest jedna. To puzzle z dzielnicami, które mają różne tempo, architekturę i logikę.
Robert jedzie jeepneyem – symbolem filipińskiego transportu, zrodzonym z powojennych jeepow. Pokazuje też nowoczesne BGC (Bonifacio Global City) i mówi wprost: przyszłość świata należy do Azji.
Mamasita: miejsce, do którego się nie „wchodzi”
Finałem jest Mamasita – dom i restauracja w jednym, działająca od dekad w formule fine dining, ale nie takiej hotelowej. To bardziej prywatny rytuał: nie jest otwarte codziennie, trzeba się umówić, a nie każdego przyjmują.
Dla ekipy to był prawdziwy challenge organizacyjny – do końca nie mieliśmy pewności, czy drzwi się otworzą. Tym bardziej ten finał ma ciężar: jedzenie, które jest prywatne, rodzinne, zanurzone w historii miejsca.
Co dalej: pełna seria „Świat od Qchni” z Filipin (2017)
To jest odcinek 2 z 5 zrealizowanych podczas jednego wyjazdu w 2017 roku.
👉 Kliknij tutaj i zapoznaj się z odcinkiem 1
👉 Kliknij tutaj i dowiedz się kiedy najlepiej lecieć na Filipiny
Na koniec pytanie do Ciebie, Czytelniku:
Gdybyś miał zobaczyć Manile „od kuchni” – wybrałbyś poranek z lechon, domowe adobo w Mexico czy wieczór na Dampa?
Skonsultuj wyjazd | Zarezerwuj spotkanie
FAQ (Najczęściej zadawane pytania)
Kiedy powstał odcinek „Manila: pełna historii i smaków”?
Odcinek został nakręcony w 2017 roku podczas jednego wyjazdu na Filipiny.
Dlaczego Manila o świcie jest tak ważna kulinarnie?
Bo już od rana dzieją się tam kluczowe rytuały kulinarne, m.in. lechon, czyli pieczone prosię.
Czym jest lechon?
Lechon to tradycyjne filipińskie pieczone prosię, znane z wyjątkowo chrupiącej skórki i prostego przygotowania.
Kim jest Lilian Borromeo?
To legendarna filipińska kucharka, znana z tradycyjnej kuchni Kapampangan i kursów gotowania.
Czym wyróżnia się adobo w wersji Kapampangan?
Jest kwaśniejsze, intensywne i przygotowywane metodami sprzed epoki lodówek.
Jakie składniki są kluczowe w tradycyjnym adobo?
Dwa rodzaje octu, wieprzowina, kurczak, czosnek, pieprz, cebula i długi proces gotowania.
Co symbolizują jeepneye pokazane w odcinku?
Są ikoną filipińskiego transportu i przykładem powojennej adaptacji kulturowej.
Czym jest restauracja Mamasita?
To prywatny dom i restauracja w jednym, dostępna tylko dla umówionych gości, oparta na tradycji i zaufaniu.
Jak polecieć na Filipiny z NAT.travel?
Wystarczy się do nas odezwać, a my zadbamy o resztę.